Aura za oknem niezbyt sprzyja spacerom i rozrywkom na świeżym powietrzu. W zasadzie nie wiadomo czy to jeszcze jesień czy to już wiosna, Świąteczno-sylwestrowe menu zdecydowanie przyczyniło się do rozleniwienia ciała. Duch próbuje jeszcze jakoś walczyć, choć łatwo nie jest...Żeby nam się chciało chcieć- życzyła mi ostatnio bardzo mądra osoba. Otóż to! Nic tylko brać przykład z Innego. Ten nie tylko kalorii liczyć nad świątecznym stołem nie musiał( waga uparcie piórkowa.Gdzie tu sprawiedliwość?!), ale i leń żaden go nie dorwał. No choćby małe, tycieńkie spowolnienie,żeby tak Mamuśka nadążyć mogła! Nic z tego. Jedyne czego Młodemu by się nie chciało to podróżować w kierunku szkoły. A, że przerwa świąteczna gigantyczna w tym roku, to dolce vita! W ramach "odrobinki" ruchu Młody postanowił przetestować atrakcje jakie oferuje
Stadion Narodowy. Dwa lodowiska, Ice Bar, górki lodowe do zjeżdżania na pontonach- jest w czym wybierać. Skołatane nerwy Innej Mamuśki jakoś wyjątkowo trudno znoszą ekstremalne wycieczki, więc Młody wybrał się ze swoją odważną Siostrą, która żadnych wyzwań się nie boi. Zresztą Siostra była autorką łyżwowego sukcesu Innego Syna już ładnych parę lat temu. Mamuśka jak zawsze kombinować chciała- bo to nogi za cienkie, stopy się rozjadą, kręgosłup nie utrzyma...A to trzeba było jak zawsze po prostu- inni jeżdżą,Inny też będzie. No i jeździ. Latem na rolkach, zimą na łyżwach.
Ale wróćmy na nasze lodowiska. Jedynym problemem jest spora liczba chętnych- kto nie lubi tłumu temu polecamy wybrać się wcześniejszą porą.Wieczory są oblężone! Inny Syn mimo wszystko za nadmiarem narodu zgromadzonego w jednym miejscu nie przepada. Pojeździć- pojeździł
i ...poszedł szukać adrenaliny na górce lodowej. A raczej nie górce tylko górze, jak dla mnie górzysku ...Bo mniejsza to był pikuś..Choć wyczyny zostały zarejestrowane tylko na tym "maleństwie", duża też została zdobyta.
Na koniec zasłużona wizyta w Ice Barze, żeby przypadkiem ze zdrowym stylem życia nie przesadzić...
Tak to Młody udowodnił, że świąteczne rozleniwienie go nie dopadło. Jak to się robi Synu?