Blog Innej Mamy i Innego Syna. O fajnych miejscach i wydarzeniach. O tym jak oswoić świat, gdy jest się trochę innym...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawe wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawe wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 grudnia 2017

Wojtek patriotycznie

Po Świętach byłem na nocnym  marszu na pamiątkę zbrodni wawerskiej.  Niemcy zamordowali Polaków z naszej dzielnicy. Śpiewaliśmy hymn i oddaliśmy cześć bohaterom. To było ważne.



   














         Fotografie Wojtka

niedziela, 12 listopada 2017

Jak Wojtek Dzień Niepodległości świętował

Wczoraj byłem  na Święcie Niepodległości   w Muzeum Wojska Polskiego. Zwiedziłem różne    wystawy, widziałem broń i maski przeciwgazowe, mundury oficerów, odznaki na mundury.








Strzelałem na strzelnicy.     





                          Było bardzo fajnie.   

wtorek, 1 sierpnia 2017

Godzina "W" według Wojtka

Żar z nieba  leje się niemiłosierny. Wojtek jednak nie spędził dnia leżąc pod wentylatorkiem i pijąc zimną colę z lodem. Nie dzisiaj. 1 sierpnia od lat jest dla Młodego dniem szczególnym,a Powstanie Warszawskie od zawsze budziło ogromne emocje. Dla Innego Syna kompletnie nieistotne jest jaki aktualnie obowiązuje pogląd na ocenę tego narodowego zrywu,tak samo nieistotne jest która strona politycznej sceny akurat wygłasza przemówienie na Wojskowych Powązkach. Wojtek ogląda w Internecie dokumentalne filmy, słucha i oczywiście śpiewa na  całe gardło powstańcze piosenki, a ulubionym muzeum jest od lat Muzeum Powstania Warszawskiego. 1 sierpnia o 17.00 stoi się na baczność nawet, jak to kiedyś się nam zdarzyło, jeżeli są to mazurskie wzgórza.
A wszystko to dlatego,że ...powstańcy byli dzielni i nosili biało-czerwone opaski.
 Może czas wyłączyć telewizor? Świat nie musi być taki skomplikowany...





niedziela, 4 czerwca 2017

Inni wieczorową porą

Niby to jeszcze wiosna, a już lato. Narzekać tym razem  na aurę nie będę, bo okazałoby się,ze tak źle i tak nie dobrze. A przecież nie jestem jakąś marudą... Skoro lato przyszło postanowiliśmy rozpocząć sezon wieczornostarówkowych spacerów. To jest właśnie to co " tygrysy lubią najbardziej". Spacery tradycyjnie należą do mamy z synem. Młody coraz bardziej pochyla się nad matka, która jakimś maleństwem nie jest. Czy syn rośnie, czy matka maleje? A może jedno i drugie... Tak czy siak, jestem eskortowana przez mojego dryblasa, który sam wyznacza marszrutę, a Starówkę zna prawie tak dobrze jak Muzeum Powstania Warszawskiego. Matka w wieczornym tłumie wiec nie zaginie. Dzień już niewiele krótszy od najdłuższego, więc spacer mimo,że dobrze wieczorny, rozpoczynaliśmy w pięknym oświetleniu zachodzącego słońca. Na początek...grillowany oszczypek . Matka  zachwycona. Nawet mizerne podróbki owczego specjału powodują , że góralska krew płynie żwawiej. Syn zachwycony...programowo. Dał chłopak radę!


Zdecydowanie bardziej niż słony serek, odpowiadało Młodemu podziwianie plenerowej wystawy warszawskich plakatów.



Zaglądając to tu, to tam znaleźliśmy się na wiślanej skarpie, a stąd już tylko parę kroków do Parku Fontann.


W tym roku można podziwiać multimedialną opowieść o bazyliszku. Kto nie był, ten niech koniecznie zaplanuje obejrzenie multimedialnego widowiska. Warto!




Po drodze Wojciecha bardzo zainteresowało oswietlenie kamienic na Starym Mieście.



Niestety nie udało nam się trafić na ulubiony Fire Show. Nic straconego, wszak dopiero rozpoczęliśmy sezon.

sobota, 6 maja 2017

A może by tak do Łodzi?

Nasza najdłuższa majówka świata właśnie dobiega końca. Cóż, wszystko co dobre... No, ale nie ma co marudzić, trzeba wylądować w rzeczywistości, nawet jeśli będzie to lądowanie nie całkiem miękkie. A majowe lenistwo wydłużyliśmy sobie nieco. Matka w pracy stawić się nie musiała, więc dlaczego Inny Syn miałby tak po prostu pobiec do szkoły 4 maja. Sprawiedliwość musi być!          Inni postanowili wybrać się na wycieczkę do Łodzi. Pogoda nie zachęcała- lało,wiało, jednym słowem za oknem dramat! Kiedy jednak Inni ruszają w Polskę, taki drobiazg jak niesprzyjająca aura na pewno im nie przeszkodzi. Na początek podróży obowiązkowo kawa.


Młody jak zawsze ku matki przerażeniu trzy łyżeczki do aromatycznego napoju wrzucił i... nie zdążył donieść do wagonu, wypił po drodze 😊
 Podróż w dobrym towarzystwie mija błyskawicznie. Młody dostojnie słuchał niezbyt dostojnej muzyki,

matka mogła sobie przypomnieć, że świat jest tak zwyczajnie ciekawy i czas tego w ogóle nie zmienia.
 A w Łodzi nie padało! "Yes, yes, yes! ", że zacytuję klasyka.
Udało nam się odwiedzić Muzeum Animacji, mieszczące się w podupadających budynkach Widzewskiej Manufaktury. Miejsce na pierwszy rzut oka przygnębiające...


A jednak warto wejść do środka. Przemiłe animatorki zaprosiły nas na projekcję oskarowego,  polsko-brytyjskiego filmu lalkowego " Piotruś i Wilk". Rewelacja! A po projekcji można było obejrzeć makiety i lalki występujące w " Piotrusiu"



i nie tylko... Ach, łza się w matczynym oku kręci... Uszatek,


Coralgol...


dobranocki, wieczorynki... to już se ne vrati?
A potem pognaliśmy do Palmiarni. Inny wymiar, proszę państwa. Szarość i wilgoć została na zewnątrz, a w środku...cudo.... Rośliny jak z bajki....




i ryby jak z bajki...

Wojtek wczuł się w rolę przewodnika po świecie kaktusów. Pełna profeska!


Być w Łodzi i nie udać się do "Manufaktury"? Nie mogliśmy do tego dopuścić...


Choć przyznajemy po dobroci,że tym razem nie dotarliśmy do żadnego z manufakturowych muzeów. Cóż... utknęliśmy w pizzerii. Wyjazd bez pizzy, wyjazdem straconym! Nie mogliśmy wszak do tego dopuścić...


A potem to już nie bardzo dało się ruszyć... Krótki. baaardzo powolny spacerek po "Manufakturze" i okazało się,że trzeba wracać. Nie było rady. I tak całkiem nie jesteśmy pewni, sen to był czy jawa?

niedziela, 13 listopada 2016

Przybyli ułani, przybyliśmy i my...

  98 rocznica odzyskania niepodległości stała się dla Innych wyborną okazją, aby po raz kolejny odwiedzić Sulejówek. Syn patriotą jest. Bezdyskusyjnie. Mimo więc trudnej aury i marudnej matki, zdecydował się odwiedzić Marszałka. Ze względu na prace budowlane w Milusinie, impreza odbyła się na stadionie przy Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych. Sam dworek, mimo remontu, także był wyjątkowo udostępniony dla zwiedzających. Z niecierpliwością czekamy na powstanie nowoczesnego kompleksu muzealno-edukacyjnego, który pierwszych gości powita w stulecie odzyskania niepodległości. Jeszcze tylko dwa lata...
Pogoda tym razem dobrała się nie tylko  do matczynej, ale i wojtkowej skóry. Nosy czerwone, zęby szczekające nie ułatwiały udziału w niepodległościowym pikniku. Oczywiście łatwo się nie poddaliśmy, wszak twardziele jesteśmy. No, może Inna Matka bez Innego Syna nie wykazałaby aż takiego hartu ducha i ciała...




Jak co roku Młody z fascynacją śledził paradną musztrę kawaleryjską,


z prawdziwą radością poklepał ułańskiego wierzchowca,

z zaangażowaniem śpiewał pieśni patriotyczne wraz z Reprezentacyjnym Zespołem Artystycznym Wojska Polskiego.



Młodemu wyraźnie mało było śpiewania podczas pikniku, gdyż po powrocie do domu urządził sobie własne, patriotyczne karaoke.  A matkę stać już było tylko na rozgrzewanie się ciepłą herbatką            i czekanie, aż zęby przestaną szczękać niczym żołnierski oręż.
 Szkoda tylko,że w tym roku zabrakło parady motocyklowej " Rock Niepodległości". Myślę,że nie tylko my byliśmy zawiedzeni.Cóż, została nadzieja,że dobra tradycja powróci...

środa, 2 listopada 2016

Stało się jasno

Ciemno, buro i ponuro. Deszcz nadrabia zaległości z suchego lata. A najgorszy ten "nowy wspaniały czas". Zimowy. Jakby samego ponuractwa było mało, to dzień jeszcze skrócili. Kto? No wiadomo- ONI, barbarzyńcy Że poranki jaśniejsze? Eeeee, a kto normalny o godzinie, której nie ma, zwracałby na to uwagę. W takim oto radosnym i wcale nie zaczepnym nastroju funkcjonuje sobie Inna Mamuśka. Na szczęście jest Syn. Temu poziom aktywności nie maleje w związku z mało sprzyjającą  aurą. Zresztą dla Młodego nie ma niesprzyjającej aury. Się żyje. Po prostu. Może tylko deszcz bębniący po szybach, kiedy człowiek kładzie się spać, nie wzbudza wojtkowego entuzjazmu. I jeszcze matka rozmemłana, snująca się jak jesienna chmura po domu, uzbrojona w szczotki, ścierki oraz inne akcesoria mające doprowadzić otoczenie do stanu używalnosci, nie jest szczytem synowskich marzeń. Cóż więc zostało? Mamuśka podjęła męską decyzję, z bólem odczepiła się od ulubionych sprzętów i z Młodym udała się do Wilanowa. Tym razem nie zwiedzaliśmy wnętrza pałacu, choćby dlatego, żeby matka po powrocie nie próbowała doprowadzić mieszkania do muzealnych standardów. Trochę miłosierdzia dla rodziny czasem trzeba mieć... Postanowiliśmy odwiedzić królewskie ogrody. Tym bardziej,że do zwiedzania zaprasza wystawa plenerowa"Królewski Ogród Światła". Przynajmniej do czegoś może przydać się wcześniej zapadający zmrok. Może zacznę widzieć jakieś pozytywy jesiennej sytuacji? Wojtek uwielbia wszystko co się świeci- wystarczy wspomnieć nasze letnie spacery po nocnej Starówce. Nie dziwne więc,że instalacje w Wilanowie wzbudziły u Młodego prawdziwy entuzjazm. Świetlna kareta do której można było wsiąść,



gigantyczne rośliny,




owady


czy oświetlenie fontanny na pałacowym dziedzińcu zrobiły wrażenie.


Młody śmigał wśród tysięcy kolorowych lampek z taką radością, że nawet matka, nieco sceptycznie nastawiona do całej ekspozycji ( poproszę wiosnę w ogrodach...), poczuła przypływ ciepłych uczuć do świata, a nawet jesiennej aury. Dobre towarzystwo to podstawa!


A żeby nie było tylko królewsko i podniośle na koniec wycieczki nie mogło zabraknąć coli i hamburgerów. Jak szaleć to szaleć!


poniedziałek, 19 września 2016

Verva Street Racing

W sobotę byłem na Verva Street  Racing.To jest taki wielki piknik z autami i motorami.Widziałem terenowe auta,



pojazdy straży pożarnej i pogotowia





stare auta,



różne pokazy.


Auta miały różne  kolory ; zielony, pomarańczowy, niebieski ,szary. Zapraszam na Vervę za rok!