Blog Innej Mamy i Innego Syna. O fajnych miejscach i wydarzeniach. O tym jak oswoić świat, gdy jest się trochę innym...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Wadowice

                      Byłem z rodzicami u mojej dziewczyny, która mieszka koło Wadowic.



                     Byłem w Muzeum Jana Pawła Drugiego.


Widziałem  jego mieszkanie, różne przedmioty i szaty  w kolorach białym, czerwonym i filetowym.



                          Rodzina mojej dziewczyny jest bardzo fajna. Było super.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Wakacje z humorem

Patrzę, patrzę oczom nie wierzę. Data w kalendarzu wskazywałaby na to, że wakacje i lato powoli, a raczej jak zwykle zbyt szybko, pokazują nam plecy. Nie żebym była miłośniczką upałów, ale perspektywa konieczności zakładania na siebie coraz większej ilości odzieży, nie napawa optymizmem. Zwłaszcza, że moja rozchwiana termoregulacja, na wysokości grudnia domaga się zazwyczaj użycia puchowego pokrowca z wycięciem na oczy, a i to może okazać się niewystarczające.
 No, ale póki co mamy lato. A latem może się przydarzyć  wakacyjny wyjazd z nastolatkiem,
 w pakiecie z rozszalałymi hormonami i adekwatnymi do tegoż szaleństwa humorami. Kto nie dysponuje nastolatkiem, a lubi wypoczywać z dużą dawką adrenaliny, niech koniecznie jakiegoś wypożyczy. Choć może być z tym pewien problem, bo klasyczny nastoletni potwór najchętniej nie wystawia nosa z domu, izoluje się od okropnego świata za pomocą słuchawek, z których sączą się dźwięki niekoniecznie przyjazne dla zramolałych rodziców.
 Że Inni mają inaczej? Otóż nie mają inaczej. Może mają trochę w Innym czasie, trochę w Innym tempie, może trudniej pogodzić się z tym faktem Innym Rodzicom, ale dojrzewanie jest nieuniknione. Na szczęście.
Wojciech o dziwo dał się odłączyć od laptopa, tableta i całej reszty elektroniki. Bolało tylko trochę... I pojechaliśmy w Góry Świętokrzyskie. Długa podróż została darowana i Innej matce, nadgryzionej z lekka przez ząb czasu, i synowi, który aktualnie miłośnikiem przemieszczania się nie jest. Dołożywszy do tego znerwicowanego spaniela i Innego Tatę, który cały ten wesoły autobus musiał ogarniać, nawigować, wyciszać i przytulać, długa podróż mogłaby zakończyć się redukcją stanu osobowego Innej Rodziny. Dojechaliśmy, a jakże. Miejsce cudne u podnóża Łysicy, "Domki w Puszczy"godne polecenia i ze względu na bardzo dobry standard za przyzwoitą cenę, i przemiłą gospodynię.  Do tego góry i Mazury w jednym, gdyż parę kilometrów dalej rozciąga się niewielki, ale urokliwy Zalew Wilkowski z piaszczystą plażą, kajakami i rowerami wodnymi.



Jak wiadomo Młody wodę kocha, więc w wakacje obowiązkowo jakiś choćby niewielki  akwenik musi być w zasięgu.
Tylko nie sposób, niczym potwór z Loch Ness, nie opuszczać ani na chwilę ulubionego zbiornika. Czasami od wody należałoby się odessać...
 Bojowym zawołaniem naszego ulubionego Innego Syna stało się "chodźmy!" Dokąd? Jak to "dokąd"? Gdzie indziej!  Więc gdziekolwiek byśmy nie byli, należało czym prędzej stamtąd zniknąć. Prawdziwym wyzwaniem okazały się górskie szlaki...  i to bynajmniej nie ich pokonywanie, tylko namówienie Młodego żeby poszedł. Argument, że być w górach i nie być w górach to zgroza i rozpacz, zupełnie nie trafia do nastoletniego malkontenta. Inny szedł głównie z litości nad marudzącymi rodzicami , sam marudząc jak na nastolatka przystało. Za to jak szedł!  Długie nogi Młodego śmigały z lekkością kozicy po świętokrzyskich gołoborzach, bez najmniejszych oznak zadyszki. Ach , młodość! Łysica i Łysa Góra zostały zdobyte, a wszystkie czarownice pouciekały przed nami w popłochu. Za to widoki zostały...





Mieliśmy szczęście uczestniczyć w festynie archeologicznym "Dymarki Świętokrzyskie" w Nowej Słupi. Rewelacja! Można było podziwiać starożytne metody wytopu żelaza, manewry konne, targ niewolników, rzymski ślub, przeróżne rzemiosła i sztuki walki. Działo się!






Nawet  zdegustowany światem nastolatek wykazał zainteresowanie. Podobnie jak kielecką jaskinią w rezerwacie " Kadzielnia". Kto nie był, a wybiera się do Kielc


 niech koniecznie odwiedzi to krasowe cudo.


    I to praktycznie w samym sercu miasta!
   Coby nie mówić wakacje były super. Nawet na pogodę Inna Matka narzekać nie mogła. I choć czasem pomstowanie Innego Syna wystawiało na nie lada próbę rodzicielską cierpliwość, razem spędzony czas w pięknych okolicznościach przyrody był bezcenny.
 A Inny Syn dorasta i tak powinno być. I to jest radość.

wtorek, 18 lipca 2017

Papugarnia

Byłem z mamą  w  Papugarni.  Widziałem latające papugi . Przed wejsciem trzeba  było  umyć ręce  płynem  przeciw  bakteriom. Papugi można było nakarmić,





można było je brać na ręce, pogłaskać i dotknąć.



Jedna zabrała mi pojemnik z karmą. Było bardzo fajnie.


niedziela, 21 sierpnia 2016

Inni wieczorową porą

 Świat wieczorem to zupełnie inny świat. Młody zafascynowany jest wieczornymi spacerami,            
a letnie wędrówki po warszawskiej Starówce powoli stają się tradycją. 
 W tym roku Inny Syn postanowił zdobyć taras widokowy na szczycie dzwonnicy przy kościele      św. Anny. Do tej pory wspinaczka po schodach nie była ulubionym zajęciem Młodego. Cóż ludzie się zmieniają... Kondycja matki też i to niekoniecznie we właściwym kierunku. Już wyobraźnia podsuwała sielankowy obraz siedzącej sobie spokojnie u stóp króla Zygmunta mamuśki, delektującej się chwilą wytchnienia, rozpatrującej jakie to szczęście być posiadaczką  ulubionego,lekko przechodzonego pesel-u. Jest alibi, nie ma włażenia na 150 kamiennych schodków! Takie to marzenie, przez chwilę w matczynym mózgu powstało. Ale nic z tego! Inny Syn postanowił zaistnieć nie tylko jako zdobywca tarasu, ale i opiekun matki, którą na tenże taras wypadało wciągnąć. Pesel, peselem, ale wymięknąć nie można, kiedy nieustająco podgrzewa się własnego Syna do walki ze słabościami .Teraz przyszła kolej matko na ciebie! Zagrzewana  przez Młodego do boju, wsparta o męskie ramię osobiście przeze mnie wyhodowane zostałam ZDOBYWCĄ TARASU. I nie wiem tylko co było trudniejsze- 150 schodów czy porzucenie mojej sielankowej wizji... Tak czy owak, warto było. Bo i widok imponujący i radość Młodego nie do przecenienia.



 
Im ciemniej,  tym więcej atrakcji wyłania się z mroku. Za każdym razem Wojtek z fascynacją ogląda fireshow.

    A gofry zjadane w ciemności smakują inaczej...
 Oczywiście nie mogliśmy ominąć Parku Fontann. W tym roku można podziwiać  multimedialne widowisko "Warszawskie syreny". Jest na czym oko zawiesić, choć matce najbardziej podobała się muzyka Jean Michel Jarre'a.




                                           Taki to był zwykły wieczorny spacer...

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Znów będą wakacje...

Kocham  robić NIC. Wstaję rano, wyciągam na spacer psa, któremu spacerować się nie chce, piję kawę na czczo, czytam książkę, na którą nigdy nie mam czasu. Gapię się na jezioro, które na pierwszy rzut oka wcale nie jest "perłą Mazur". Ot, wakacje. Rodzina odsypia, ja się lenię. Chwilo trwaj...
Inny Syn z potarganą czupryną wyłania się z pokoju o godzinie bliższej południu niż porankowi. Planów nie mamy, chociaż... mamy Wojciecha. A ten jak wiadomo jest kopalnią pomysłów. Pogoda w kratkę nie przeszkadza w wyciskaniu z każdej chwili ostatniej kropli możliwości.
 Co to ja pisałam, że lubię robić?
  Na pewno lubię patrzeć jak moi mężczyźni zdobywają dzikie i niebezpieczne wodne akweny.


I kiedy Syn niczym wodny potwór wyłania się z mazurskich odmętów, wprawiając w zdziwienie co wrażliwsze plażowiczki, które z niepokojem przenoszą wzrok z nadmiernie szczupłego Syna na dobrze wyglądającą mamuśkę. I wzrok ten bynajmniej nie zawsze wyraża aprobatę dla mojej rodzicielskiej troski... A mnie słoneczko zza chmurki czaszkę niemłodą przygrzało i się cieszę...


Puchnę z dumy kiedy Młody, wiedziony wrodzonym patriotyzmem, 1. 08 na wzgórzu nad jeziorem układa z patyczków znak Polski Walczącej, a o 17.00 staje na baczność przy dźwięku syren ( brawa dla Starych Jabłonek!).


Nie może też zabraknąć wycieczki rowerowej, choć matka na mazurskie wzgórza raczej się wczołguje niż wjeżdża i twierdzi,że tak właśnie lubi..


 Wystawa na ostródzkim zamku przykuwa wojtkową uwagę, bo to i oręż i numizmaty wszelakie, które na wyobraźnię Wojtka nieodmiennie działają.



 Wystawa "Topór na czarownice", przedstawiająca różnorakie narzędzia tortur, mamuśki w zachwyt nie wprawia, więc na panów postanawiam poczekać na sympatycznej ławeczce na zamkowym dziedzińcu. Jak dla mnie nadmiar wrażeń...


 Oczywiście są spacery nad jeziorem,



krótka wyprawa tunelem łączącym Szeląg Duży z Małym


i ulubiona wakacyjna rozrywka Syna, która nie jest może szczytem marzeń rodzicielskich, czyli grillowanie.


No tak, ale to już było. Wróciliśmy do spraw domowych, które złośliwie przypominają, że szkoła, w dodatku NOWA, tuż, tuż.
                                      Ale co tam, za rok znów będą wakacje!

czwartek, 21 lipca 2016

Pocztówka z wakacji

Byłem na obozie harcerskim w Ocyplu. Byłem też w Sopocie i w Gdyni. Zwiedzałem zamek w Gniewie.U miłych pań kupiłem pamiątki. Kupiłem mamie statek w butelce,  siostrze kolczyki a tacie miecz na lodówkę. Miałem fajnych kolegów i koleżanki. Teraz pojadę z rodzicami na Mazury.

Foto Internet

wtorek, 5 lipca 2016

Wakacje i pędzące mamuty

Chciałam własnie radośnie obwieścić,iż rozpoczął się drugi tydzień wakacji... Tyle,że on się nie rozpoczął tylko biegnie jak stado oszalałych mamutów ( jak wiadomo mamuty to moje ulubione zwierzaczki, nie licząc łosi oczywiście). Szkoła była, ale się skończyła. Inny Syn dumnie odebrał świadectwo ukończenia gimnazjum, wszelkie przejawy sympatii,ulgi, uwielbienia, podziękowania, docenienia,bohatersko wziął na klatę i sprawę zakończył. Po męsku. Stawiamy więc grubą kreskę i odkreślamy etap p.t. GIMNAZJUM. Kropka.


Dziś Wojtek wstał z rana o godzinie, której nie ma. Bez zbędnych wzruszeń i rozczuleń targając ogromną walizę i nieco mniejszy plecak wyruszył w świat. Pierwszy prawdziwy obóz harcerski...


Inni Rodzice dostarczyli Młodego na miejsce zbiórki, ale nie zdążyli nawet białą chusteczką pomachać na pożegnanie. Syn w czeluści Pendolino wraz z kolegami zniknął.
 Całe dwa tygodnie... Mamuśka sobie odpocznie...Cała nadzieja w tych oszalałych mamutach...


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Trochę światła w ciemności

Wakacje mają się ku końcowi. Nie chce być inaczej... Wojtek z fantazją bierze "ostatnią prostą"
i właśnie wyjechał na obóz terapeutyczny do Serocka. Sprawdzona,niezawodna Kadra , ulubieni koledzy i ...brak rodziców. Jeszcze w dodatku podróż, której długość jest "do ogarnięcia". Jednym słowem "wszystko co tygrysy lubią najbardziej".
  Mamuśka z wolności korzysta... Tylko jakoś dom nie taki... Hip-hopu zacznę słuchać, czy jak?
A może na początek przypomnę sobie jak to ostatnio w ramach odpoczynku od upałów, wybraliśmy się z Innym Synem późnym wieczorem na warszawską Starówkę. Nie tylko my wpadliśmy na genialny pomysł, aby pospacerować po zmroku, więc na staromiejskich uliczkach było gwarno jak za dnia. Panowała naprawdę fajna, turystyczno-rodzinna atmosfera. Można było zjeść pyszne lody, skosztować mrożonego soku


                      podziwiać występy akrobatów.



                       Inny Syn nie mógł oderwać oczu od pokazów fire show.





                                            Ogniste występy robiły wrażenie.

 A na koniec postanowiliśmy odwiedzić Multimedialny Park Fontann  na Podzamczu. W tym roku można w piatkowe i sobotnie wieczory podziwiać spektakl "Światła Wody". Pokaz to podróż ulicami Warszawy, po których oprowadza Bazyliszek. Obrazy wyświetlane są na wodnym ekranie, a towarzyszą im światła, lasery, muzyka i komputerowo sterowane fontanny.




Widowisko można podziwiać do końca września. Rewelacyjny sposób na spędzenie wieczoru. Polecamy, zapraszamy!