Blog Innej Mamy i Innego Syna. O fajnych miejscach i wydarzeniach. O tym jak oswoić świat, gdy jest się trochę innym...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terapia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terapia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 marca 2017

Wiosna! Galopem!

Idzie nowe! Idzie wiosna, a właściwie już przybiegła. Słońce znienacka porozpinało kurtki
 i pozdejmowało czapki, co niektórzy przepłacili kaszlem, kichaniem i ogólnie biadoleniem. Matka
z powodu wiosny biadolić nie zamierza, bo jęczała z powodu zimy, jesieni...Lata? Że niby tak cały rok? Przyjmijmy,że wiosnę witamy z entuzjazmem, ot takie "nowe otwarcie".
Inny Syn  wiosnę powitał jak należy. Nowe pomysły, nowa energia. Od dłuższego czasu Wojtek marzył, aby powrócić do jazdy konnej. Ładnych parę lat temu, kiedy Młody był bardzo młody,
 z chęcią brał udział w hipoterapii. Cóż, niestety projekt, w którym uczestniczył, nie chciał jakoś rosnąć wraz z synem i okazało się pewnego dnia, że Wojciech jest... za stary. No cóż, życie.
Ku radości Innych , udało się teraz  znaleźć miejsce, gdzie Młody może zrealizować swoje marzenie.
Tym razem to już nie hipoterapia, a regularna nauka jazdy konnej.









 Niech żyje "Hippoland" ze swoją bardzo młodą, bardzo zaangażowaną i bardzo kompetentną ekipą!
Mimo,że nogi i inne części ciała, przypominają przez parę dni o przebytym treningu, Wojciech na kolejne zajęcia czeka natychmiast po zakończeniu poprzednich. I dumna mina jeźdźca- bezcenna. Znowu dajesz radę, chłopie!

piątek, 23 stycznia 2015

Pocztówka z Serocka II

Byłem na obozie w Serocku.

źródło: Internet

źródło Internet

Mieszkałem z kolegą Mateuszem . Oglądaliśmy filmy . chodziliśmy na spacery i  na basen . Dużo rozmawialiśmy. Zamówiliśmy pizzę i była impreza. Było bardzo fajnie!


środa, 22 października 2014

Wszystkie stworzenia małe i duże... cz.2

Pewien zwierz mieszka z Innym Synem w pokoju. Hałasuje jak uciążliwy sąsiad- wskakuje na swój dom, piszczy, kwiczy, przestawia miskę z jedzeniem. Oto nasza świnka morska, a raczej świnek- Maniek.



Maniek jest osobistym zwierzakiem Młodego. Ciężar opieki spoczywa wyłącznie, no może głównie na Wojtku




. Maniek niedawno dołączył do drużyny godnie zastąpiwszy świnka Juliana, który latem zakończył swój żywot. Śmierć ulubionego zwierzaka nie jest łatwym doświadczeniem, nie tylko dla Innego Syna. Ale cóż, z umieraniem i stratą też trzeba umieć się pogodzić.To też nie odłączana część życia, które nie przynosi wyłącznie miłych niespodzianek.
Tak więc, teraz nastał czas Mańka. Świnek jest bardzo przystojny i towarzyski. Sporo czasu spędza w ogromnej szufladzie, która służy mu za wybieg. Początkowo Maniek zaszywał się w kącie i nie chciał korzystać z szufladowej przestrzeni. Powoli jednak podbija teren i szufladowanie staje się codzienną atrakcją.
Nie zapominajmy jednak, że Maniek jest świnką. Morską, ale jednak świnką. I jak na świniaka przystało jego klatka szybko zmienia się w chlewik. Jedynym wyjściem jest częsta wymiana ściółki. I to już wyłączny obowiązek Wojtka. Czasami chętnie, czasami jęcząc i wzdychając, Inny Syn oporządza mańkową klatkę.Kosztuje go to sporo wysiłku, ale radzi sobie świetnie! A jak leń Młodego dopada to następnego dnia w pokoju,który dzieli z Mańkiem trudno wytrzymać. Kwiatami to tam nie pachnie..Na szczęście są jeszcze drzwi, które pozwalają przeżyć reszcie rodziny. Wojtek szybko jednak z problemem się rozprawia, bo kto lubi mieć bez przerwy zamknięte drzwi, jeszcze w takich warunkach.Maniek też lubi mieć czysto ( to chyba niezbyt "świńska" cecha), nagradza więc starania opiekuna radosnym gruchaniem i gulganiem .


Maniek kocha jeść.  Kiedy  jest głodny wrzeszczy jakby go ze skóry żywcem obdzierano. A, że głodny jest zaraz potem kiedy skończy jeść, donośny pisk rozlega się często.Lepiej nie myśleć, jakby wyglądał, gdyby go tak karmić na żądanie? Co ciekawe, cwana bestia siedzi cicho kiedy nikogo nie ma w pobliżu. A niby taki mały rozumek! Niestety najgłośniej i najczęściej wrzeszczy na widok(?) piszącej te słowa. No więc udaję, że odbieram to jako dowód miłości, a nie świńskiego odruchu Pawłowa pt. " Inna Mama=Pełna Micha". Mimo pewnych uciążliwości, wszyscy kochamy Mańka!

niedziela, 12 października 2014

Wszystkie stworzenia małe i duże...

Nasza rodzina składa się nie tylko z ludzi . Tworzą ją też czworonogi. One też są... oryginalne i w życiu Innego Syna odgrywają ogromnie ważną rolę.



To jest Gama.

Cocker spaniel...prawie. Wystawowa to ona nie jest. Uroda - oczywista, jak widać. Ale ogon, no cóż bardziej pasowałby jakiemuś kochanemu Burkowi, albo i prosiaczkowi. Taki efektownie zakręcony, na skutek okołoporodowego urazu, zdyskwalifikował jego posiadaczkę jako "materiał wystawowy". No i super, bo do kochania, prosty, dostojny ogon nikomu z nas nie był potrzebny.Psi oryginał- dla nas idealny!

Spaniele nie mają łatwych charakterów. Wiem o tym dobrze, bo kiedy byłam piękna (he,he) i młoda
 ( starość też radość!), miałam  spanielkę i bynajmniej nie było to stworzenie z krainy łagodności.
 A Gama...No cóż, trafił swój na swego. Kiedy była młodym psiakiem walczyła o wpływy w rodzinie z nie całkiem jeszcze dużym Wojtkiem.Inny Syn emocji związanych z czworonogiem miał całe mnóstwo, ale pozycji swojej oddać nie zamierzał. Biegali razem-i pies ( co naturalne) i Młody (  co oryginalne) na czterech kończynach, szczekając (!) po mieszkaniu. Zdarzało się, że nasze dziecko w ferworze zabawy ząbki w psiej pupie zanurzało.Oczywiście niezbyt mocno i bez rodzinnej aprobaty, ale tak właśnie bywało. Dziecko gryzło psa, a nie odwrotnie.Walka o miejsce jakiś czas trwała. Trzeba przyznać, że Gama mimo ostrzegających warkotów i szczypnięć nigdy Wojtka nie ugryzła. Koniec końców Syn miejsce odpowiednie w oczach psich zachował. Chociaż dziś już 6,5-letnia suka nie zawsze wie jak Wojtka traktować. Jak pana, czy niesfornego szczeniaka?







Nie znosi kiedy Młody gdzieś sam się oddala. Wychodzi za nim na klatkę, patrzy na nas z wyrzutem i prawdziwym niepokojem( oszaleliście, puszczacie go samego?), a potem zajmuje strategiczne miejsce pod drzwiami. Ogólnie spanielisko nasze najbardziej lubi kiedy wszyscy są w domu w zasięgu psiego wzroku.Nie często taki stan ma jednak miejsce, więc pewnie jesteśmy przyczyną psiej frustracji.


Jasne, że pies to szereg utrudnień i obowiązków. Spacery, weterynarz, no i wakacje, które od lat planujemy" pod psa". Ale warto.Młody zwierzaka dzielnie na spacer wyprowadza(choć entuzjazmu czasem brakuje), zwierzak Młodemu dodaje odwagi, kiedy trzeba czasami na chwilę jakąś samemu zostać w domu. Psu też można się wyżalić i terapeutycznie nos( nie zęby!) w psie futro zanurzyć.
A i do domu fajniej się wraca kiedy wita nas stęskniony, kręcący młynka ogonem( tak, tak nasz pies zatacza ogonem koła!) czworonóg.



                                         O tym, kto jeszcze z nami mieszka-już wkrótce.

czwartek, 2 października 2014

Wojtek-wolontariusz

Niełatwo być nastolatkiem. Świat wydaje się być bardziej "wyostrzony"niż w rzeczywistości.Własne cechy też, a wady, niestety, szczególnie. Nawet ja trochę pamiętam jak to było, choć to wiek ubiegły, a może nawet prehistoria. Jak jest się Innym to świat i bez buzujących hormonów bywa niezbyt łaskawy, własne zalety trudniej odkryć za to wady, ograniczenia we własnych oczach mogą urosnąć do monstrualnych rozmiarów. A to bardzo, bardzo utrudnia człowiekowi, i tak już dość skomplikowane, życie.Oczywiście Inna Mama może tylko przypuszczać jak to jest a Inny Syn  musi sobie z nastolatkowaniem radzić. Taka to już sprawiedliwość, psia kość!
No właśnie, "psia kość" zjawiła się tu nie przypadkowo. Już wyjaśniam dlaczego.
Warto próbować  niezbyt dobre samopoczucie i jeszcze mniej dobrą samoocenę Młodego ( nic nie umiem, niczego się nie nauczę...) choć trochę poprawić.Wygłaszanie kazań na niewiele się przyda (jak ja kocham się nagadać, nagadać, nagadać, nagadać............). Zdecydowanie od gadania lepsza jest praca, i to nie mamusina, ale Innego Syna. Wiadomo , jak człowiek porządnie się narobi, efekty pracy widzi, a jeszcze swoim działaniem wywoła czyjąś radość, to człowiekowi mimo zmęczenia świat wydaje się dużo fajniejszy. I własny obraz też staje się bardziej kolorowy.
 Wojtek od niedawna jest wolontariuszem w schronisku dla zwierząt.





 Zwierzaki potrzebują miłości i zainteresowania, a tego  Inny Syn może im dostarczyć całe mnóstwo.  Młody robi się ważny. potrzebny i odpowiedzialny.




Psia wdzięczność, radość na cztery łapy i ogon jest nie do przecenienia.

sobota, 6 września 2014

Recepta na powakacyjny stres

  Inny Syn wciąż trochę wakacyjny, choć szkoła ruszyła pełną parą.Wycieczka do siłowni pozytywnie nakręciła męskie ego. Brawa należą się obsłudze Pure Jatomi w warszawskiej Promenadzie (http://jatomifitness.pl/pl/kluby-fitness/warszawa-promenada). Nie tylko Pani w recepcji nie zemdlała ze strachu na widok "niepełnosprawnej" legitymacji młodego klienta, ale na sali kompetentna obsługa doradziła jak ćwiczyć i z cierpliwością odpowiadała na milion pytań amatora rzeźbienia sylwetki. Można? Można! Tak po prostu. Bez pochylania się nad "nieszczęściem", bez zbędnych, litościwych spojrzeń czy lekceważących uśmiechów. Zwyczajnie, fachowo, rzeczowo i pomocnie. Fajnie, że coraz więcej ludzi przyjmuje do wiadomości, że INNI po prostu są. I mają do tego święte prawo. Kto zresztą nie jest" inny" ręka w górę?! Nie widzę...
Póki lato za oknem jeszcze nie do końca odpuściło, warto poruszać się na dworze. A ruszać może się naprawdę każdy. Oczywiście na miarę swoich możliwości. No to do dzieła!
Ku naszej radości w wielu parkach, na skwerach, przy szkołach, wyrastają dostępne dla wszystkich siłownie "pod chmurką". Są solidne, a przede wszystkim DARMOWE. Dla nas- bomba. Zwłaszcza,że człowiek zrobił się ciut za wielki, aby poszaleć na klasycznym placu zabaw.
Z Wojtkiem zasuwamy często na rowerach do najbliższego takiego miejsca i ćwiczymy. Mamuśce też się przydaje- choć syn, raczej z litości, powstrzymuje się od komentarzy co do matczynej formy i umiejętności.Ale co tam! Jak wiadomo,nic tak dobrze nie robi na powakacyjny stres jak porcja ruchu...
                           




Rowerzysta na siłowni. 


sobota, 30 sierpnia 2014

Szkoła nie zawsze integracyjna

Początek roku szkolnego zbliża się wielkimi krokami.Nie wszyscy radośnie i ochoczo wpadną w objęcia stęsknionych, wypoczętych nauczycieli. Nie dla wszystkich szkoła drugim domem jest...Są tacy, którzy nijak w systemie szkolnym nie chcą się zmieścić.
Szkoły dla Innych są albo integracyjne, albo specjalne.Przy czym te drugie już samą nazwą  powodują u większości rodziców reakcje alergiczne w postaci napadu paniki, zlewnych potów i odruchu       wymiotnego.Szkoła specjalna jest zazwyczaj ostro krytykowana przez wszystkich krewnych i znajomych królika.Traktowana bywa jako pozbawienie dziecka  możliwości jakiegokolwiek rozwoju, a pobieranie w niej nauki napiętnuje jak mało co. Która mama "specjalnego" ucznia nie zna uroczych min sąsiadek, które dowiadują się, że dziecko chodzi do TAKIEJ szkoły.Naród reaguje na taką wiadomość mieszanką przerażenia, zniesmaczenia i współczucia( dla rodziców, rzecz jasna).
A ja jestem mamą "specjalnego" ucznia. Zanim wylądowaliśmy w naszej obecnej szkole, przeszliśmy przez placówki integracyjne- przedszkole i szkołę ( klasy 1-3). I wcale nie rzecz w tym, że trafiliśmy na miejsca bez serca i ducha, czy na kadrę bez zaangażowania czy przygotowania.Wręcz przeciwnie. Początki w "integracji" mogą być naprawdę super. Niewielki uczeń, zwłaszcza z niepełnosprawnością intelektualną, nie zawsze ma pełną świadomość swoich  deficytów i ograniczeń. A i  zdrowi rówieśnicy często mniej zwracają uwagę na jego niedoskonałości niż ich starsi koledzy. Wiele zależy od rodziców i rozmów jakie toczą się przy rodzinnym stole.Oczywiście, że i tu możemy natknąć się na typ litościwej sąsiadki, tym razem pochylającej się nad "biednym niepełnosprawnym", czy zniesmaczonej trudnym zachowaniem latorośli. Zazwyczaj jednak rodzice zdrowych dzieci, które uczęszczają do szkół  integracyjnych , wiedzą,w jakiej społeczności będzie funkcjonowała ich pociecha. Inny początkowo jedynie zadziwia kolegów niezbyt starannym rysunkiem, literką, która nie koniecznie daje się odszyfrować, czy nieskończenie długim czasem jaki potrzebuje, aby zapiąć wszystkie guziki ulubionej bluzy.Przy fajnej, zaangażowanej kadrze takie drobiazgi nie muszą urastać do rangi Poważnych Problemów.
Dzieci mają jednak to do siebie, że nie wiedzieć czemu, błyskawicznie rosną. Niestety rosną czasami razem z nimi ich problemy. Mimo intensywnych terapii, mimo zaangażowania rodziców i nauczycieli. Tak po prostu bywa.
A najtrudniejszy jest bolesny wzrost  świadomości swoich niedoskonałości. Kolega z sąsiedniej ławki, który opanował już tabliczkę mnożenia nie staje się wzorem do naśladowania, bo dla Innego mnożenie może być samo skomplikowaną czynnością jak pilotowanie odrzutowca.Kolega staje się wrogiem, a raczej nie on lecz jego umiejętności. Relacje zaczynają być trudne, a samoocena leci w dół.  To drugie jest tak na prawdę największym problemem.
 Wiadomo, że w pewnym wieku rodzice przestają być jedynym punktem odniesienia. Najważniejszym stają się rówieśnicy. I nie koniecznie muszą bombardować słabszego kolegę negatywnymi komentarzami ( choć i tak niestety bywa ) .Wystarczy,że w jego oczach są mądrzejsi,  sprawniejsi, "niedoścignieni." Jestem głupi","nic nie umiem"- niebezpiecznie często słyszą rodzice Innego.Może nie wiele pomagać fakt,że w klasie są osoby z podobnymi problemami. Młody koniecznie chce "równać w górę". Jest to dobre i motywujące, pod warunkiem, że przynajmniej teoretycznie, jest w stanie na tę górę wejść.
    Daleka jestem od stwierdzenia, iż integracja w szkole jest niemożliwa, a próby jej podejmowania  skutkują wyłącznie katastrofą. Dla wielu dzieciaków klasy integracyjne są wymarzonym miejscem rozwoju  intelektualnego, a przede wszystkim społecznego. Bywa jednak, że takim miejscem jest szkoła specjalna.Mała ilość uczniów w klasie ,fakt, że wszyscy potrzebują wsparcia (choć przecież w różnym stopniu) pozwala po prostu poczuć się bezpiecznie. Łatwiej jest odkryć i nauczyć się wykorzystywać swoje mocne strony, które w porównaniu ze zdrowymi rówieśnikami byłyby często niedocenione. Łatwiej zaakceptować te z ograniczeń,których przeskoczyć się nie da. Nie bez znaczenia jest też oferta terapeutyczna.
 W klasach specjalnych są słabsi i silniejsi, ci,którzy mogą się kimś opiekować i ci, którzy takiej opieki wymagają. Także tam dzieci mogą rozwijać się i wykorzystywać w pełni swoje możliwości.Oczywiście, szkoła szkole nierówna. Trzeba czasami dobrze się natrudzić, aby znaleźć taką, która faktycznie odpowie na potrzeby specyficznego ucznia. Inny Syn jeździ do swojej 17 km. ...http://www.zsspbartnicza.waw.pl/
Warto odczarować szkoły specjalne i czasami spokojnie rozważyć wybór takiej placówki jako najlepszego miejsca do rozwoju dla Innego Dziecka. Szkoła się kończy, a dobra, przystająca do rzeczywistości samoocena każdemu bardzo się przydaje.Podobnie jak szereg umiejętności, które zdobywają dzieciaki uczone "specjalnie".
     A  przecież życie pozaszkolne naprawdę istnieje! Integracja poza szkołą też.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Pocztówka z Serocka

Fajnie było na wyjedzie w Serocku. Byłem w sklepie i jadłem lody. W ogóle było fajnie i  mi się podobało. Byłem na ognisku, bo mój kolega miał urodziny.Chodziłem na zajęcia i rozmawialiśmy. Wieczorem pływałem w basenie.
                         

niedziela, 10 sierpnia 2014

O tym co było,gdy nas nie było

Nie było nas małą chwilkę,gdyż INNY SYN wyjechał na obóz. Terapeutyczny. Nie był to długi wyjazd, ale bardzo, bardzo potrzebny.INNA MAMA z trudem próbuje się godzić z faktem, że dziecię już nie dziecię i samodzielności potrzebuje jak powietrza. Kiedy jednak młody człowiek nie jest najprostszy w obsłudze , okazuje się, że wysłanie go na samodzielny wyjazd graniczy z cudem. I nie rzecz tu w samoobsłudze, którą opanować można w bardzo przyzwoitym stopniu, ale o szalejące gdzieś poza człowiekiem emocje ( do tego te hormony...), zachowania nie zawsze łatwe i przyjemne. Tak, kto dojrzewał ten wie... A jak się jest z gatunku "innych" wszystko bywa jeszcze trudniejsze. Tylko gdzie tu znaleźć ludzi, którzy nie boją się zabrać takie "stadko" na krótkie choćby wakacje. A jeszcze całą sytuację wykorzystają do prowadzenia terapii grupowej i indywidualnej, tak żeby łatwiej było patrzeć na świat i na siebie samego. Nie wiem jak gdzie indziej,ale w Warszawie znalezienie dobrej terapii grupowej,której w dodatku koszta nie przyprawią o zawał serca, nie jest proste(chyba, że o czymś nie wiem?). Nam na szczęście udało się trafić do Centrum Neurorehabilitacji p.Magdaleny Skotnickiej-Chaberek (http://www.centrumneuro.org/)  Polecamy, polecamy! I na co dzień i na wakacje. O terapii napiszemy jeszcze bliżej początku roku szkolnego, a o wyjeździe terapeutycznym niech opowie sam Wojtek.


                                                 

niedziela, 20 lipca 2014

Deskorolka i inne dolegliwości

Podobno jak się jest Innym to wielu rzeczy robić się nie będzie. I pewno wiele pozostanie tylko marzeniem, ale równie wiele z tych " nieosiągalnych" nieosiągalnymi wcale nie jest...
Kiedy Inny Syn  staje się posiadaczem deskorolki. Inna Mama dostaje a) napadu paniki , b) wpada w depresje, c) chce Innego zamknąć w szafie. Bo przecież rozbije głowę, połamie wszystkie kończyny, wybije  wszystkie świeżo wyprostowane przez ortodontę zęby. No po prostu nieeee!!!
Na szczęście Inna Rodzina powołuje sztab kryzysowy ( Inna Siostra + Inny Tata)  w celu przywrócenia matczynej równowagi. Szczęśliwy posiadacz deskorolki zostaje zaopatrzony w komplet ochraniaczy i gustowny kask, mamuśka bierze trzy głębokie wdechy. "Sztabowcy" przypominają,że nie zawsze diagnozy i przewidywania Najmądrzejszych Fachowców od Innych się sprawdzają. Bo Inny koordynację ma taką, że na rower nigdy nie wsiądzie?  Wsiądzie, wsiądzie, a matka z nie najświeższym peselem nadążyć nie może. Że na rolkach nie pojedzie?  Ciekawe, czy każdy Najmądrzejszy Fachowiec tak jeździ...No dobra, Inna Mama już wie, że Inny jest po prostu inny.Zgoda!
Posiadacz deskorolki szybko przemienił się w miłośnika całkiem wprawnej jazdy na desce. Wiele osób ze zdziwienia przeciera oczy, a Inna Mama po raz kolejny jest dumna jak paw. Daliśmy radę- syn ujarzmił deskę, mama kolejną część swoich lęków. To drugie było zdecydowanie trudniejsze.
.



środa, 25 czerwca 2014

Jest taka fajna szkoła...

Jeżeli jesteście rodzicami  człowieka , który będzie rozpoczynał edukację szkolną, obawiacie się, że masowa szkoła nie spełni oczekiwań Waszych i Waszego dziecka, a do tego mieszkacie w Warszawie , radzę zainteresować się Szkołą Podstawową Wspierania Rozwoju.http://szkolawspierania.edu.pl/.To miejsce stworzyły dzielne kobiety, które przez lata walczyły z biurokratyczną machiną, aby szkoła mogła istnieć.
 I istnieje już 10 lat. Ostatnio mieliśmy szczęście gościć na jubileuszowym pikniku. W SPWR pracują świetni fachowcy i zapaleńcy, a przede wszystkim świetni ludzie. Jeżeli uczeń jest nadpobudliwy ( ADHD i nie tylko), ma problemy z adaptacją w dużych grupach, trudniej przychodzi mu nauka ( pogranicze normy intelektualnej lub lekkie upośledzenie umysłowe), cierpi na dysleksję czy dysgrafię lub ma za sobą trudny start w szkole podstawowej, myślę że spokojnie można kontaktować się ze szkołą przy ul Toruńskiej. Sprawdziliśmy - warto! Wszystkie wazne informacje znajdziecie na stronie szkoły .Mogę też zaznaczyć, że kontakt z kadrą  Szkoły Wspierania Rozwoju ma dobroczynny wpływ nie tylko na dzieci, ale i rodziców, co jak wiadomo, jest równie ważne.

niedziela, 22 czerwca 2014

Krótkie wspomnienie o przedszkolu

Pamiętam,że kiedyś byłam mamą przedszkolaka.
Przedszkola bywają różne- integracyjne, specjalne, no i "normalne". My znamy integracyjne- choć polecać nie będziemy, bo kiedy to było...Pewno już zestaw cioć zmienił się wielokrotnie.Pamiętam jednak czas poszukiwań i co wtedy było ważne. Ano, żeby grupy małe były, bo człowiekowi młodemu trudno relacje i z jedną osobą nawiązać. a co dopiero z tłumem. Żeby pomieszczenia były przestronne, ale nie za duże- wszystkie mamy nadpobudliwców dobrze wiedzą dlaczego. Żeby terapie odpowiednie dla dziecka znalazły się w ofercie, choć cudów nie wymagajmy- w państwowych placówkach budżety bywały mocno okrojone, podejrzewam , że nadal są ( może się mylę?). Fajnie, jeśli zdarzy się, iż do tego samego przedszkola trafi jakiś znajomy kolega. Czasem wystarczy , że znamy go tylko z widzenia, albo z placu zabaw. Zawsze miło mieć w pobliżu jakąś znajomą buzię. Jeśli uda się rano nie przemierzać kosmicznych odległości, to super. Jednak dobre przedszkole warte jest wyrzeczeń i czasem trzeba poszukać trochę dalej od domu,  No i najważniejsze - jacy ludzie z naszym maluchem będą pracowali.
 W przedszkolu bywało różnie. Nie zawsze  maluch jest słodkim cukiereczkiem uwielbianym przez przedszkolne ciocie. Jeszcze gorzej dla malucha kiedy  jego wygląd na takiego słodziaka wskazuje. A tu okazuje się,że że trudno dogadać się z kolegami bez użycia ślicznych łapek i uroczych nóżek. W ogóle trudno jest dogadać się, kiedy człowiek mówi niezbyt wyraźnie, nawet jeżeli na ratunek przychodzi tak świetny logopeda jak pani Mirosława Oleksiejczuk http://czasdzieci.pl/warszawa/katalog/id,32881ee-oleksiejczuk_miroslawa_logopeda.html .
Tak... taki logopeda cudów może dokonać, uwierzcie...
 Młodemu potrzeba czułości i życzliwości, ale już na pewno tona cukru wysypująca się z ust wszelkich cioć może nieboraka przydusić. Dziecko też człowiek,a jego ograniczenia nie powodują , że staje się niewymagającą maskotką. Często panie przedszkolanki, w przedszkolach  integracyjnych czy specjalnych, przytłoczone ogromem " nieszczęść", z którymi pracują, próbują tak osłodzić naszym dzieciom życie, iż w efekcie żyć i rozwijać się im nie dają. Drogie ciocie, pełne dobrych chęci i ciepłych uczuć ! Trochę inne dzieci potrzebują normalnego traktowania by w przyszłości mogły żyć inaczej w NORMALNYM świecie. A kiedy już okazuje się, że potrzeba czasem ciepła połączonego z wiedzą i kompetencją, bo zachowanie Słoneczek okazuje się trudne, nie wymagajcie od rodziców rad co macie zrobić i co dalej będzie. Nawet najmądrzejszy i najbardziej doświadczony rodzic tego nie wie., bo praca z dzieckiem w domu, a praca z grupą różnią się diametralnie. Początek socjalizacji kochanych Innych spada jednak głównie na barki przedszkoli.
Mimo trudności, w przedszkolu być warto. To pierwszy krok w świat INNEGO człowieka. Rozpoczyna się nowa przygoda.