Blog Innej Mamy i Innego Syna. O fajnych miejscach i wydarzeniach. O tym jak oswoić świat, gdy jest się trochę innym...

czwartek, 21 lipca 2016

Pocztówka z wakacji

Byłem na obozie harcerskim w Ocyplu. Byłem też w Sopocie i w Gdyni. Zwiedzałem zamek w Gniewie.U miłych pań kupiłem pamiątki. Kupiłem mamie statek w butelce,  siostrze kolczyki a tacie miecz na lodówkę. Miałem fajnych kolegów i koleżanki. Teraz pojadę z rodzicami na Mazury.

Foto Internet

wtorek, 5 lipca 2016

Wakacje i pędzące mamuty

Chciałam własnie radośnie obwieścić,iż rozpoczął się drugi tydzień wakacji... Tyle,że on się nie rozpoczął tylko biegnie jak stado oszalałych mamutów ( jak wiadomo mamuty to moje ulubione zwierzaczki, nie licząc łosi oczywiście). Szkoła była, ale się skończyła. Inny Syn dumnie odebrał świadectwo ukończenia gimnazjum, wszelkie przejawy sympatii,ulgi, uwielbienia, podziękowania, docenienia,bohatersko wziął na klatę i sprawę zakończył. Po męsku. Stawiamy więc grubą kreskę i odkreślamy etap p.t. GIMNAZJUM. Kropka.


Dziś Wojtek wstał z rana o godzinie, której nie ma. Bez zbędnych wzruszeń i rozczuleń targając ogromną walizę i nieco mniejszy plecak wyruszył w świat. Pierwszy prawdziwy obóz harcerski...


Inni Rodzice dostarczyli Młodego na miejsce zbiórki, ale nie zdążyli nawet białą chusteczką pomachać na pożegnanie. Syn w czeluści Pendolino wraz z kolegami zniknął.
 Całe dwa tygodnie... Mamuśka sobie odpocznie...Cała nadzieja w tych oszalałych mamutach...


czwartek, 23 czerwca 2016

Działo się !

Wstaję rano, patrzę, a tu jakiś obcy facet z nieprzytomnym wzrokiem błąka mi się po mieszkaniu. Synu, to Ty? Może to kwestia lekko zużytego przez PESEL wzroku, ale matka nie zauważyła kiedy pod bokiem wyrósł kawał DOROSŁEGO człowieka. Bardzo duży kawał...Co prawda w świetle  prawa syn mój będzie pełnoletnim obywatelem dopiero za miesiąc, jednak ze względu na zbliżający się wakacyjny eksodus ulubionego koleżeństwa, postanowiliśmy przyspieszyć tę " wiekopomną chwilę" jaką jest osiągnięcie statusu Poważnego  ( chyba muszę nad sobą popracować...) Dorosłego Pełnoprawnego Obywatela. Cóż, gdyby tak mnie ktoś przyśpieszył urodziny chyba bym... no nie lubiłabym go. Na szczęście Syn nie przywiązuje tak dużej wagi do kwestii czasu, nawet jeżeli jest to czas uciekając
 Urządzenie fajnej osiemnastkowej imprezy dla całkiem sporej grupy młodzieży, która nie koniecznie mieści się w tzw. standardach( fuj...), nie należy do najłatwiejszych. Tu ukłony i wielkie podziękowania dla Klubu Kameleon na warszawskiej Białołęce. Sympatyczne Panie świetnie potrafiły zorganizować zabawę, co najważniejsze dostosowaną do "zaawansowanego" wieku gości. Po prostu organizatorzy zauważyli,że to nie impreza dla przedszkolaków, co niestety nie zawsze  bywa zauważone.
Rodzice, którzy spełniali się w dziejowej roli kierowców swoich dzieci,mogli z sąsiedniego pomieszczenia słać zazdrosne spojrzenia w kierunku rozbawionej młodzieży. A  zazdrościć było czego i nie chodzi tu tylko o organizację imprezy. Po prostu Wojtek i jego goście potrafią się bawić.

                                          






Wyciskają z każdej chwili tyle, ile tylko wycisnąć zdołają i nie tylko w kwestii zabawy. Kurcze, a człowiek się zastanawia, myśli, analizuje, przegryza, aż zęby na tym przegryzaniu traci, że o czasie nie wspomnę. Pod koniec imprezy ulitowano się nad zgredami i zaproszono nas do wspólnej zabawy. Ośmielone genialną atmosferą wapniaki też postanowiły zaszaleć. A co!
Byłam w swoim nie najkrótszym życiu na paru imprezach. Ta zdecydowanie należała do najbardziej udanych. Co najważniejsze zachwycony był Dostojny Jubilat. I wygląda na to, że Goście Jubilata też.
Synu Dorosły, jesteśmy z Ciebie dumni! Ten facet, który snuje się o poranku po domu, to na prawdę świetny facet!  Brawo Ty!


czwartek, 16 czerwca 2016

Szkolny piknik dla prawdziwego mężczyzny

W sobotę byłem na pikniku w mojej szkole. Przyjechali motocykliści  Jeden pan pozwolił mi włączyć silnik i dałem gazu "na sucho".

 


Były dobre ciasta i napoje.
 
 
                            Bawiłem się z kolegami i koleżkami. Było bardzo fanie.

wtorek, 7 czerwca 2016

Mistrz!

Pewnego pięknego dnia Inny Syn postanowił wziąć udział w XXII Igrzyskach Sportowych Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej. Zawody każdego roku odbywają się na warszawskim Targówku. Młody jeszcze w podstawówce wystartował ze dwa razy, ale przez parę kolejnych lat perspektywa porannej pobudki w SOBOTĘ ( o zgrozo!!) skutecznie przytrzymywała potencjalnego Mistrza w domu. Cóż nastolatek...
Aż do tego roku. Wojtek dumnie przyniósł ze szkoły zgłoszenie, matka złożyła podpis w stosownych miejscach, a następnie, nie bez oporów( no nie lubię, nie lubię), udała się do przychodni w celu poświadczenia,iż pan doktor nie przewiduje zejścia Młodego po wykonaniu strzałów na bramkę. czy rzuceniu lotką do celu. Gdyby tak służba zdrowia wiedziała z jaka determinacją Inny Syn potrafi wysłać piłkę w kierunku bramki...  Tu matczyna wyobraźnia szybuje, więc lepiej  spuszczę zasłonę milczenia i obrazów dramatycznych roztaczać nie będę. Tak czy siak, szanowny podpis na zgłoszeniu uzyskaliśmy.
Czas mijał sobie, dzień rozgrywek coraz bliżej, zapał sportowy coraz mniejszy, perspektywa porannej, sobotniej pobudki coraz bardziej przerażająca...Syn przebąkiwać zaczął, że jednak chyba pośpi sobie... OOOOO nieeee -skoroś człowiecze zadecydował,że startujesz, to startujesz! Matka nie na darmo tysiąc pytań z gatunku "czy na pewno? czy aby?"zadała i do zdrowej poradni truchtem biegła. Się rzekło, się robi. I Wojciech ,wraz z własnym zestawem kibiców , wyruszył  na zawody .  Jak to u Młodego -jest akcja, jest zapał. Niemoc została w domu, w ciepłym łóżeczku...
Trzeba przyznać,że oprawa zawodów była imponująca. przemarsz około trzystu zawodników,
wciągnięcie olimpijskiej flagi na maszt,


a przede wszystkim rozpalenie znicza, który przywieźli motocykliści.


 Ryk maszyn i rozpalenie znicza za pomocą jakiejś zmyślnej, rakiety robiło wrażenie nie tylko na zawodnikach.


Mamuśka też lubi mocne wrażenia... Słoneczko nie odpuszczało, ale Syn umilał sobie oczekiwanie na start konwersacją z wolontariuszką, która miała dbać, aby Młody nie pogubił się w dość skomplikowanej organizacji stadionu ( 13 dyscyplin!) .Rodzice mogli spokojnie dogorywać sobie na słoneczku, nie martwiąc się o nic.  Nie wiedzieć kiedy, z jednej wolontariuszki zrobiły się trzy             i  bynajmniej nie wynikało to z faktu, że Młody wymagał nadzwyczajnego wsparcia. Lubi sobie chłopak pogadać i z nawiązywaniem kontaktów raczej problemów nie ma...


Do strzałów na bramkę kolejka była jakaś nieziemska. Syn w normalnych warunkach dawno zrezygnowałby z oczekiwania ale, że towarzystwo było miłe, rodzice trzymali się w bezpiecznej odległości, dał radę.
ostatnie konsultacje...

I...



                                          ...strzelił rewelacyjnie!

Młody jednak w ogóle nie przejął się wynikiem. Nawet nie wiedzieliśmy ile zdobył punktów. Strzelił, ucieszył się,że zrobił swoje i ...poszedł z dziewczynami na lody.  Jest sport, jest zabawa, jest dobrze!


    W nieświadomości wróciliśmy do domu. A po weekendzie Wojtek przyniósł ze szkoły...złoty medal XXII Igrzysk Sportowych Dzieci i Młodzieży. W imieniu Wojtka odebrał go nieoceniony Pan od WF-u.
                                  Synu, brawo TY!!! Za medal i podejście do sportu!





niedziela, 15 maja 2016

O chłopcach co wyszli z lasu...

         Maj, pogoda jak marzenie,. Życie jest piękne! Przy takich okolicznościach przyrody nie trzeba specjalnie wysilać umysłu, aby zorganizować dobrze kawałek czasu. Moi Panowie, na ten przykład, poszli w las. Bynajmniej nie na polowanie, choć towarzyszył im pies myśliwski.Czworonogowi bardziej jednak w głowie aportowanie piłeczki i drapanie się po brzuchu zeszłorocznym wrzosem, niż tropienie zwierzyny.


     Cóż, o kolację musiałam zatroszczyć się sama...
Chłopcy zaopatrzyli się za to w stare reklamówki oraz jednorazowe rękawiczki .I poszli...sprzątać świat.


Nie trzeba być uzbrojonym w lornetki. lupy, wykrywacze metalu czy inny sprzęt do szukania tego, czego nie widać. Śmieci w lesie widać. Aż za dobrze.



 Czasami zastanawiam się "co autor miał na myśli" porzucając w samym środku lasu pięć butelek czy niezliczoną ilość opakowań, po zazwyczaj mało zdrowej żywności. Nie tylko wnikliwy poszukiwacze skarbów z łatwością napatoczy się na gustownie zapakowany worek ze śmieciami tuż przy leśnej ścieżce. Ba, nawet kanapę i krzesła lekko zużyte można na łonie przyrody odnaleźć.        A podobno duża ilość tlenu sprzyja pracy komórek mózgowych. Czyżby jednak nie u wszystkich to działało? Najwyraźniej jest jakaś grupa nieszczęśników, którym leśne dotlenienie nie służy, a co gorsza szkodzi. Kochani nie róbcie sobie krzywdy! Ratujcie swoje zwoje i ...trzymajcie się z dala od lasu.



czwartek, 5 maja 2016

"Mój przyjaciel orzeł"

Byłem w kinie "Praha" na filmie "Mój przyjaciel orzeł ".  Mały orzeł  wypadł z gniazda i uratował go chłopiec. Chłopiec uczył orła latać. Była miedzy nimi przyjaźń. Orzeł miał własny domek, który bardzo mi się podobał. Zapraszam na film. Mojemu tacie też się podobał.



Foto Internet