Blog Innej Mamy i Innego Syna. O fajnych miejscach i wydarzeniach. O tym jak oswoić świat, gdy jest się trochę innym...

wtorek, 8 marca 2016

Jak pokochać prasowanie

Nie znoszę prasować. Nawet mycie okien nie napawa mnie takim obrzydzeniem jak likwidowanie fałdek, zagnieceń, zmarszczek na różnych częściach garderoby. I jeszcze ta perspektywa, że stan doskonały potrwa hmmm...chwilę, bardzo krótką chwilę. Wystarczy,że nieszczęsna odzież trafi do przepastnej, młodzieżowej szafy. A potem rozgorączkowany potwór rozpocznie nerwowe poszukiwania JEDYNEJ ODPOWIEDNIEJ bluzy... Tak, to by było na tyle. I po co matko namachałaś się tym strasznym, rozgrzanym, pozbawionym fantazji sprzętem? Nic sensownego nie przychodzi mi do głowy.
 Aż tu pewnego dnia, okazało się, że żelazko nie jest tak całkiem pozbawionym fantazji przedmiotem, który mamuśce dostarcza tylko frustracji ( wiem, wiem...na własne życzenie).Otóż dzięki pewnej bardzo życzliwej duszy, odkryliśmy z Innym Synem enkaustykę. Brzmi mądrze niesłychanie, ale to po prostu malowanie...żelazkiem. Oczywiście technikę tę stosują prawdziwi artyści wyczarowując prawdziwe cuda. Kto chce dowiedzieć się więcej, zapraszamy TU.
My, jak już wiadomo, artystami raczej nie zostaniemy.Jednak zapału do twórczych działań nam, a w szczególności Innemu Synowi, nie brakuje.Aby w domowych warunkach pobawić się w takie malowanie wystarczy zgromadzić:
- świecowe kredki typu bambino ( im mniej wyszukane, tym lepsze)
- biały blok techniczny. Najlepsze jednak są sztywne kartki, jednostronnie kredowane. Można takowe nabyć w sklepach dla plastyków, choć i w dobrych zwykłych papierniczych są osiągalne.-
- stare gazety do zabezpieczenia stanowiska pracy. Chyba, ze lubimy trwale zmieniać kolory stołu...
- miękka szmatka do przecierania żelazka
- i oczywiście żelazko. Najlepsze najprostsze, turystyczne, bez żadnych dziwnych dziurek, którymi para bucha. Choć żelazko parowe bez pary jak najbardziej może być użyte. Po prostu na naszym dziele pojawią się dodatkowe  ornamenty.
Jak już zgromadziliśmy co trzeba, możemy zabrać się do dzieła. Rozgrzaną stopkę żelazka malujemy świecową kredką. Oczywiście należy przy tym zachować trochę ostrożności, żelazko dotykamy wyłącznie kredką, palce możemy oszczędzić. Kredki świecowe rozprowadzają się dobrze nawet na średnio rozgrzanym żelazku. Malujemy jednym kolorem, dwoma, a może i trzema. A kto powiedział,że i więcej barw nie może się  pojawić? Przykładamy żelazko do papieru, lekko przyciskamy i przeciągamy w dowolnym kierunku. Kolory zmieniamy wycierając stopkę miękką ściereczką.Uwalniamy fantazję i wyobraźnię. A efekty bywają zaskakujące. Syn jak zawsze poświęcił się pracy twórczej z ogromnym zaangażowaniem.





A ja trochę życzliwiej spoglądam na sprzęt "nie tylko do prasowania".

niedziela, 28 lutego 2016

Czarodziejskie ogrody

Nie od dziś wiadomo, że po zmierzchu świat wygląda zupełnie inaczej. Zresztą nie tylko o wygląd tu chodzi. Bo i wyobraźnia bardziej działa  i zmysły bardziej wrażliwe. Inny Syn uwielbia dreszczyk emocji, choć czasami dreszczyk potrafi spłatać figla i jakoś za bardzo urosnąć... Ale granice swoje badać trzeba. Zdecydowanie.
W ramach zbierania nowych doświadczeń wybraliśmy się późnym, sobotnim wieczorem na spacer do Łazienek Królewskich. " Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?"... postraszyłby nas genialny Wieszcz. Ale nie tym razem, Mistrzu! Łazienki tego wieczoru wyglądały niesamowicie. Odbył się bowiem Zimowy Wieczór Światła,podczas którego można było podziwiać niesamowitą, baśniową iluminację. Impreza jest jednym z wydarzeń, które tworzą projekt "Ogrody Światła". Uczestniczy w nim sześc rezydencji: Park Księcia Pucklera w Bad Muskau ( Niemcy), Muzeum Carskie Sioło w Sankt Petersburgu (Rosja), Rezydencja Księcia Gonga w Pekinie (Chiny), Zamek w Luneville (Francja), Zamek Frederiksborg Hillerod (Dania) i Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. Kto, mimo zimna, dotarł sporo wcześniej, mógł po Łazienkach spacerować oświetlając drogę kolorowym lampionem, który można było nabyć przed jednym z trzech wejść. Była to z pewnością dodatkowa atrakcja. Inni nie przepadają jednak za zabawą pt " wystarczy, nie wystarczy?" przy temperaturze poniżej cywilizowanego zera. Poddaliśmy się walkowerem i bramę Łazienek  przekroczyliśmy uzbrojeni wyłącznie w zapał. Wszystkie zabytki były oświetlone  w zupełnie niebywały sposób.







Spacerując można było spotkać, przemykające w okolicach zabytkowych budynków, "najprawdziwsze" zjawy.




Syn użalił się nad ich losem, martwiąc się, czy aby nie przepłacą straszenia katarem. A później sam postanowił postraszyć...


                        Było jednak zdecydowanie bardziej pięknie niż strasznie.





czwartek, 18 lutego 2016

Świat z klocków

Byłem na wystawie klocków Lego na Stadionie Narodowym. Widziałem figurę Roberta Lewandowskiego i jego koszulkę z numerem 9.


Widziałem też duży samolot ,







               różne budowle,








 postacie z" Gwiezdnych Wojen" ,




 Stadion Narodowy i Stadion Legii.





Mama kupiła mi mały zestaw klocków Lego. Można z nich zrobić trzy auta. Było super!

czwartek, 11 lutego 2016

Były sobie ferie...

Ferie  powoli dobiegają końca. Wszystko co dobre...  e, tam! Po raz kolejny IDZIE NOWE. A matka jakoś coraz mniej paniczna, a coraz bardziej zaciekawiona. Czyżby to  magia cyferek PESEL-u?
Nie wiem jak u Was, ale u nas zimę odwołano. Trochę żal... Jednak z drugiej strony szereg drogowych utrudnień mamy z głowy. A to prawdziwy powód do radości.  Zresztą jesteśmy dość ciepłolubni, więc za zimą tęsknimy tylko odrobinkę.
Ferie bez pobytu u ulubionej toruńskiej babci, feriami straconymi. Nie mogliśmy do tego dopuścić      i po raz kolejny zdecydowaliśmy się odwiedzić piernikowe zagłębie. Inny Syn ,że o starszej części stada nie wspomnę, Toruń zna jak własną kieszeń. Wcale to jednak nie oznacza,że wędrówka po ruinach Zamku Krzyżackiego dostarcza mniej emocji niż kiedyś.









Tym bardziej,że w jednej z sal można napotkać "najprawdziwsze duchy". Na szczęście ci o bardziej skołatanych nerwach tę atrakcję mogą ominąć szerokim łukiem...






Zupełnie przypadkowo na urokliwym Rynku Nowego Miasta trafiliśmy na spotkanie z amerykańskimi żołnierzami. Syna nieodmiennie fascynują wszelkiego rodzaju wojskowe sprzęty. A było co podziwiać.





  Wojtek zapragnął także sfotografować się z chłopakami, którzy  polskim raczej niekoniecznie władali. Młody sprawę załatwił błyskawicznie. Że bariera językowa? A co to jest?


środa, 3 lutego 2016

Była zabawa !

Patrzę, patrzę oczom nie wierzę... Ostatni post, i to autorstwa Innego Syna, - 11 stycznia! Zgroza!
Czy tylko u nas  dobie ubyło godzin? Mam wrażenie, że tak o połowę przynajmniej...
No dobra, nie smęcimy, nie płaczemy. W końcu wsiedliśmy do ekspresu, a nie do poczciwej spalinowej ciuchci, na własne życzenie.
 Dla Innego Syna, rzecz najważniejsza-"żeby się działo". Wcale nie zawsze Inni Rodzice muszą stawać na wysokości zadania. Po prostu "dzieje się" samo. Trochę zmyślam? Fakt! Ostatnie szaleństwo w postaci XVIII Integracyjnego Balu Karnawałowego nie miało by szans zaistnieć, gdyby po raz kolejny organizacji nie podjęła się Fundacja Świat na Tak. Inna Matka wcieliła się w rolę kierowcy syna-imprezowicza i....to by było na tyle... Podobnie jak w zaszłym roku, Młody ledwie zauważając mamuśkę, pognał balować otoczony wianuszkiem niewiast ...Taaaa...cieszę się? No chyba!
Z obowiązku przywiezienia do domu rozbawionego nastolatka, matka została w tym roku zwolniona. I tym zajęło się młodsze pokolenie:) Całe szczęście,że tylko młodzież się starzeje, prawda?

                               





poniedziałek, 11 stycznia 2016

Star wars 3

Byłem z siostrą w kinie na filmie"Gwiezdne wojny". Było bardzo mało ludzi i to było fajne. Poznałem różne postacie: Chewbacca Dartha  Vadera i Finna.   Film był długi, ale wcale się nie nudziłem. Zapraszamy na ten film!












piątek, 1 stycznia 2016

Trzy, dwa. jeden...

No i stało się! Chcąc nie chcąc powitaliśmy 2016 rok. Dobrze, że tylko dzieci się starzeją, prawda?
Długo nie mieliśmy pomysłu, co tu zrobić z tak doniosłą chwilą, jaką jest zerwanie ostatniej kartki kalendarza. Przez moment pojawił się pomysł witania Nowego Roku na Stadionie Narodowym. Perspektywa ogromnej ilości ludzi i decybeli zniechęciła jednak nie tylko Innego Syna. Żeby tak jednak tylko w domu...aż tak spokojnie być nie mogło. Matka desperacko szukała czegoś "innego".
No i było inaczej. W temperaturze przyjaznej raczej polarnym niedźwiedziom niż rozpuszczonym mieszczuchom, wylądowaliśmy na brzegu Wisły. Sylwestrowy marsz z pochodniami zorganizowała Fundacja Ja Wisła.  Ludziska, skrzyknięci przez portale społecznościowe, stawili się w zupełnie sporej liczbie. Przedział wiekowy od pięciu do... no, powiedzmy Inni Rodzice nie byli na końcu łańcucha ...Warszawa i Wisła w środku sylwestrowej nocy wyglądała imponująco!






 
 
Nie udało nam się dotrwać do końca imprezy. W domu został pies, który zdecydowanie nie wykazuje
 zrozumienia dla noworocznych hałasów. Trzeba było wracać do pluszaka przed północą i wesprzeć w tej ciężkiej chwili... Po za tym  zima przypomniała,że temperatury powyżej zera  są zupełnie nie na miejscu. Młody, pomimo ciepła pochodni, niebezpiecznie szczękał zębami. Mamuśka z kolei ćwiczyła jakiś dziwny szczękościsk utrudniający swobodne porozumiewanie się z resztą rodziny ( ciekawe dlaczego im tak dopisywał dobry humor?...). Tylko Inny Tata nie przypominał jakiejś dziwacznej skamieliny, a raczej zmarzliny. Taki twardziel jest! Zdążyliśmy jednak przetestować,że mrożona kiełbasa nie smakuje gorzej od pieczonej. Zwłaszcza w dobrym towarzystwie!

                                        Pięknego Nowego Roku, kochani!