Nie znoszę prasować. Nawet mycie okien nie napawa mnie takim obrzydzeniem jak likwidowanie fałdek, zagnieceń, zmarszczek na różnych częściach garderoby. I jeszcze ta perspektywa, że stan doskonały potrwa hmmm...chwilę, bardzo krótką chwilę. Wystarczy,że nieszczęsna odzież trafi do przepastnej, młodzieżowej szafy. A potem rozgorączkowany potwór rozpocznie nerwowe poszukiwania JEDYNEJ ODPOWIEDNIEJ bluzy... Tak, to by było na tyle. I po co matko namachałaś się tym strasznym, rozgrzanym, pozbawionym fantazji sprzętem? Nic sensownego nie przychodzi mi do głowy.
Aż tu pewnego dnia, okazało się, że żelazko nie jest tak całkiem pozbawionym fantazji przedmiotem, który mamuśce dostarcza tylko frustracji ( wiem, wiem...na własne życzenie).Otóż dzięki pewnej bardzo życzliwej duszy, odkryliśmy z Innym Synem enkaustykę. Brzmi mądrze niesłychanie, ale to po prostu malowanie...żelazkiem. Oczywiście technikę tę stosują prawdziwi artyści wyczarowując prawdziwe cuda. Kto chce dowiedzieć się więcej, zapraszamy
TU.
My, jak już wiadomo, artystami raczej nie zostaniemy.Jednak zapału do twórczych działań nam, a w szczególności Innemu Synowi, nie brakuje.Aby w domowych warunkach pobawić się w takie malowanie wystarczy zgromadzić:
- świecowe kredki typu bambino ( im mniej wyszukane, tym lepsze)
- biały blok techniczny. Najlepsze jednak są sztywne kartki, jednostronnie kredowane. Można takowe nabyć w sklepach dla plastyków, choć i w dobrych zwykłych papierniczych są osiągalne.-
- stare gazety do zabezpieczenia stanowiska pracy. Chyba, ze lubimy trwale zmieniać kolory stołu...
- miękka szmatka do przecierania żelazka
- i oczywiście żelazko. Najlepsze najprostsze, turystyczne, bez żadnych dziwnych dziurek, którymi para bucha. Choć żelazko parowe bez pary jak najbardziej może być użyte. Po prostu na naszym dziele pojawią się dodatkowe ornamenty.
Jak już zgromadziliśmy co trzeba, możemy zabrać się do dzieła. Rozgrzaną stopkę żelazka malujemy świecową kredką. Oczywiście należy przy tym zachować trochę ostrożności, żelazko dotykamy wyłącznie kredką, palce możemy oszczędzić. Kredki świecowe rozprowadzają się dobrze nawet na średnio rozgrzanym żelazku. Malujemy jednym kolorem, dwoma, a może i trzema. A kto powiedział,że i więcej barw nie może się pojawić? Przykładamy żelazko do papieru, lekko przyciskamy i przeciągamy w dowolnym kierunku. Kolory zmieniamy wycierając stopkę miękką ściereczką.Uwalniamy fantazję i wyobraźnię. A efekty bywają zaskakujące. Syn jak zawsze poświęcił się pracy twórczej z ogromnym zaangażowaniem.
A ja trochę życzliwiej spoglądam na sprzęt "nie tylko do prasowania".